Polen is nog gans etnisch zuiver (als ik die bezwangerde term mag gebruiken). Voor de Polen is het verschijnsel allochtoon volledig onbekend. Het wekt dan ook verbazing waneer zich enkele buitenlanders in de streek vestigen. Men is dan onmiddelijk publieke figuur. Hieronder een krantenartikel met de titel, :"steeds meer buitenlanders in onze streek".
Onze gemeente Omvat 7 dorpen en een stadje. Altegaar 6700 inwoners. Haar oppervlakte is de halve provincie antwerpen. Er leven geen twintig buitenlanders. Ter vergelijking, volgens sommige bronnen zouden in Antwerpen stad alleen al 10.000 Polen leven.
Wat bij ons geen opzien baart, is hier een krantenartikel waard. En typisch...... direkt gevolgd door lezerbrieven en vragen aan de burgemeester in de trant van: "moeten er geen maatregelen genomen worden om de inwijking van vreemdelingen tegen te gaan. Ze kopen gans Polen op."
En dan wetende dat er in mijn streek alleen al, nog duizenden Ha grond braak ligt.
Koop echter geen grond in Polen. Levensgevaarlijk. later volgt hierover een appart bericht.
Sobota, 30 lipca 2005r.
W Kotlinie Jeleniogórskiej mieszka coraz wicej obcokrajowców

O Marczowie miejscowi mówią, że czas zatrzymał się w miejscu. Ze światem łączą wieś dwa autobusy dziennie. Ale dla Angelin den Burger to wymarzone miejsce.
– Tutaj osiądziemy na resztę życia – przyznaje Holenderka, która odkryła uroki wsi
Piękne widoki i z dala od samochodów – tak zachwala Marczów Angelin, która założyła tu stadninę koni Jaskółka.
Wprawdzie na co dzień mieszka nadal nieopodal Amsterdamu, ale często przyjeżdża do „swojej” wsi. – Osiedlimy się tu na stałe, gdy przejdziemy na emeryturę – przyznaje jej mąż Rael den Burger. – U nas nie ma gór. Podziwiamy je dopiero u was, w Polsce – dodaje. Raela zachwyciły w Marczowie nie tylko góry, ale urokliwe przydrożne kapliczki i domy z pruskiego muru.
„Starzy” marczowianie o nowych sąsiadach mówią dobrze. Dogadać się z nimi można po niemiecku, ale też i po polsku, bo goście z Niderlandów opanowali już podstawowe słowa.
Praca jak skarb
– Nie do przecenienia jest to, że zatrudniają kilkanaście osób – mówi sołtys Wiesława Białucka. – A tu praca jest na wagę złota.
– To uczciwi ludzie i bardzo mili – opowiada Anna Warchoł, instruktorka nauki jazdy w szkółce Jaskółka. Jeszcze do niedawna mieszkała nieopodal Krakowa. – Jest sporo pracy, ale za to nie ma tego pośpiechu, co w dużych miastach – przyznaje z uśmiechem.
Stodoły nie oddał
W Marczowie mieszkają też inni Holendrzy. Helen ma polskie korzenie, ale pół życia spędziła w Niderlandach. Tam wyszła za mąż i po latach z mężem Eddiem przyjechała do Polski. Wahadłowo kursują między domem a marczowską posiadłością.
– Lepszych sąsiadów nie mogłem mieć – przyznaje Stanisław Martyniuk, jeden ze starszych mieszkańców, którego dom leży tuż obok budynku młodych Holendrów.
– Wyremontowali drogę, która prowadzi także i do mojego domu. Proszę popatrzeć – pokazuje z zadowoleniem. – Chcieli też kupić moją stodołę. Eddie się uparł, ale ja też nie odpuściłem. Co własne, to własne.
Interesu nie ubili, ale pozostali dobrymi znajomymi. – Mogą u mnie w szopie składować materiały budowlane – przyznaje pan Stanisław.
Pan w pałacu
Belg z Flandrii Luk Vanhauwaert zakochał się w podwleńskich Łupkach. – To był przypadek. Trafiłem tu przejazdem tylko na jeden dzień. Urzekła mnie piękna okolica i zostałem – przyznaje. Został i kupił zabytkowy XVI-wieczny pałac pod zamkiem Lenno.
Dziś płynnie mówi po polsku, choć najpierw chciał się zamknąć w czterech ścianach pałacu i mieszkać samotnie. – Ale serce wygrało. Szybko zaprzyjaźnił się z sąsiadami – przyznaje Bernadetta Szewczyk, która pomaga Lukowi.
– To niesamowicie uczciwy człowiek – mówi Krystyna Bil, mieszkanka wsi. – Za własne pieniądze naprawiał zniszczony wodociąg. To między innymi dzięki niemu mamy wodę. We wsi nie ma świetlicy, a on użycza nam miejsca na wiejskie zebrania.
Luk ocalił też resztki zapomnianego poniemieckiego grobowca przed dewastacją. Przekonał władze starostwa, że nie należy wycinać drzew w alei prowadzącej do mogiły
Onze gemeente Omvat 7 dorpen en een stadje. Altegaar 6700 inwoners. Haar oppervlakte is de halve provincie antwerpen. Er leven geen twintig buitenlanders. Ter vergelijking, volgens sommige bronnen zouden in Antwerpen stad alleen al 10.000 Polen leven.
Wat bij ons geen opzien baart, is hier een krantenartikel waard. En typisch...... direkt gevolgd door lezerbrieven en vragen aan de burgemeester in de trant van: "moeten er geen maatregelen genomen worden om de inwijking van vreemdelingen tegen te gaan. Ze kopen gans Polen op."
En dan wetende dat er in mijn streek alleen al, nog duizenden Ha grond braak ligt.
Koop echter geen grond in Polen. Levensgevaarlijk. later volgt hierover een appart bericht.
Sobota, 30 lipca 2005r.
W Kotlinie Jeleniogórskiej mieszka coraz wicej obcokrajowców

O Marczowie miejscowi mówią, że czas zatrzymał się w miejscu. Ze światem łączą wieś dwa autobusy dziennie. Ale dla Angelin den Burger to wymarzone miejsce.
– Tutaj osiądziemy na resztę życia – przyznaje Holenderka, która odkryła uroki wsi
Piękne widoki i z dala od samochodów – tak zachwala Marczów Angelin, która założyła tu stadninę koni Jaskółka.
Wprawdzie na co dzień mieszka nadal nieopodal Amsterdamu, ale często przyjeżdża do „swojej” wsi. – Osiedlimy się tu na stałe, gdy przejdziemy na emeryturę – przyznaje jej mąż Rael den Burger. – U nas nie ma gór. Podziwiamy je dopiero u was, w Polsce – dodaje. Raela zachwyciły w Marczowie nie tylko góry, ale urokliwe przydrożne kapliczki i domy z pruskiego muru.
„Starzy” marczowianie o nowych sąsiadach mówią dobrze. Dogadać się z nimi można po niemiecku, ale też i po polsku, bo goście z Niderlandów opanowali już podstawowe słowa.
Praca jak skarb
– Nie do przecenienia jest to, że zatrudniają kilkanaście osób – mówi sołtys Wiesława Białucka. – A tu praca jest na wagę złota.
– To uczciwi ludzie i bardzo mili – opowiada Anna Warchoł, instruktorka nauki jazdy w szkółce Jaskółka. Jeszcze do niedawna mieszkała nieopodal Krakowa. – Jest sporo pracy, ale za to nie ma tego pośpiechu, co w dużych miastach – przyznaje z uśmiechem.
Stodoły nie oddał
W Marczowie mieszkają też inni Holendrzy. Helen ma polskie korzenie, ale pół życia spędziła w Niderlandach. Tam wyszła za mąż i po latach z mężem Eddiem przyjechała do Polski. Wahadłowo kursują między domem a marczowską posiadłością.
– Lepszych sąsiadów nie mogłem mieć – przyznaje Stanisław Martyniuk, jeden ze starszych mieszkańców, którego dom leży tuż obok budynku młodych Holendrów.
– Wyremontowali drogę, która prowadzi także i do mojego domu. Proszę popatrzeć – pokazuje z zadowoleniem. – Chcieli też kupić moją stodołę. Eddie się uparł, ale ja też nie odpuściłem. Co własne, to własne.
Interesu nie ubili, ale pozostali dobrymi znajomymi. – Mogą u mnie w szopie składować materiały budowlane – przyznaje pan Stanisław.
Pan w pałacu
Belg z Flandrii Luk Vanhauwaert zakochał się w podwleńskich Łupkach. – To był przypadek. Trafiłem tu przejazdem tylko na jeden dzień. Urzekła mnie piękna okolica i zostałem – przyznaje. Został i kupił zabytkowy XVI-wieczny pałac pod zamkiem Lenno.
Dziś płynnie mówi po polsku, choć najpierw chciał się zamknąć w czterech ścianach pałacu i mieszkać samotnie. – Ale serce wygrało. Szybko zaprzyjaźnił się z sąsiadami – przyznaje Bernadetta Szewczyk, która pomaga Lukowi.
– To niesamowicie uczciwy człowiek – mówi Krystyna Bil, mieszkanka wsi. – Za własne pieniądze naprawiał zniszczony wodociąg. To między innymi dzięki niemu mamy wodę. We wsi nie ma świetlicy, a on użycza nam miejsca na wiejskie zebrania.
Luk ocalił też resztki zapomnianego poniemieckiego grobowca przed dewastacją. Przekonał władze starostwa, że nie należy wycinać drzew w alei prowadzącej do mogiły
Jelenia Góra:
W Kotlinie Jeleniogórskiej mieszka coraz więcej obcokrajowców.
O Marczowie miejscowi mówią, że czas zatrzymał się w miejscu. Ze światem łączą wieś dwa autobusy dziennie. Ale dla Angelin den Burger to wymarzone miejsce.
– Tutaj osiądziemy na resztę życia – przyznaje Holenderka, która odkryła uroki wsi Piękne widoki i z dala od samochodów – tak zachwala Marczów Angelin, która założyła tu stadninę koni Jaskółka
Wprawdzie na co dzień mieszka nadal nieopodal Amsterdamu, ale często przyjeżdża do „swojej” wsi. – Osiedlimy się tu na stałe, gdy przejdziemy na emeryturę – przyznaje jej mąż Rael den Burger. – U nas nie ma gór. Podziwiamy je dopiero u was, w Polsce – dodaje. Raela zachwyciły w Marczowie nie tylko góry, ale urokliwe przydrożne kapliczki i domy z pruskiego muru.
„Starzy” marczowianie o nowych sąsiadach mówią dobrze. – Nie do przecenienia jest to, że zatrudniają kilkanaście osób – mówi sołtys Wiesława Białucka. – A tu praca jest na wagę złota.
W Marczowie mieszkają też inni Holendrzy. Helen ma polskie korzenie, ale pół życia spędziła w Niderlandach. Tam wyszła za mąż i po latach z mężem Eddiem przyjechała do Polski. Wahadłowo kursują między domem a marczowską posiadłością.
Belg z Flandrii Luk Vanhauwaert zakochał się w podwleńskich Łupkach. – To był przypadek. Trafiłem tu przejazdem tylko na jeden dzień. Urzekła mnie piękna okolica i zostałem – przyznaje. Został i kupił zabytkowy XVI-wieczny pałac pod zamkiem Lenno.
Dziś płynnie mówi po polsku, choć najpierw chciał się zamknąć w czterech ścianach pałacu i mieszkać samotnie. – Ale serce wygrało. Szybko zaprzyjaźnił się z sąsiadami – przyznaje Bernadetta Szewczyk, która pomaga Lukowi.
– To niesamowicie uczciwy człowiek – mówi Krystyna Bil, mieszkanka wsi. – Za własne pieniądze naprawiał zniszczony wodociąg. To między innymi dzięki niemu mamy wodę. We wsi nie ma świetlicy, a on użycza nam miejsca na wiejskie zebrania. Luk ocalił też resztki zapomnianego poniemieckiego grobowca przed dewastacją. Przekonał władze starostwa, że nie należy wycinać drzew w alei prowadzącej do mogiły.
W Kotlinie Jeleniogórskiej mieszka coraz więcej obcokrajowców.
O Marczowie miejscowi mówią, że czas zatrzymał się w miejscu. Ze światem łączą wieś dwa autobusy dziennie. Ale dla Angelin den Burger to wymarzone miejsce.
– Tutaj osiądziemy na resztę życia – przyznaje Holenderka, która odkryła uroki wsi Piękne widoki i z dala od samochodów – tak zachwala Marczów Angelin, która założyła tu stadninę koni Jaskółka
Wprawdzie na co dzień mieszka nadal nieopodal Amsterdamu, ale często przyjeżdża do „swojej” wsi. – Osiedlimy się tu na stałe, gdy przejdziemy na emeryturę – przyznaje jej mąż Rael den Burger. – U nas nie ma gór. Podziwiamy je dopiero u was, w Polsce – dodaje. Raela zachwyciły w Marczowie nie tylko góry, ale urokliwe przydrożne kapliczki i domy z pruskiego muru.
„Starzy” marczowianie o nowych sąsiadach mówią dobrze. – Nie do przecenienia jest to, że zatrudniają kilkanaście osób – mówi sołtys Wiesława Białucka. – A tu praca jest na wagę złota.
W Marczowie mieszkają też inni Holendrzy. Helen ma polskie korzenie, ale pół życia spędziła w Niderlandach. Tam wyszła za mąż i po latach z mężem Eddiem przyjechała do Polski. Wahadłowo kursują między domem a marczowską posiadłością.
Belg z Flandrii Luk Vanhauwaert zakochał się w podwleńskich Łupkach. – To był przypadek. Trafiłem tu przejazdem tylko na jeden dzień. Urzekła mnie piękna okolica i zostałem – przyznaje. Został i kupił zabytkowy XVI-wieczny pałac pod zamkiem Lenno.
Dziś płynnie mówi po polsku, choć najpierw chciał się zamknąć w czterech ścianach pałacu i mieszkać samotnie. – Ale serce wygrało. Szybko zaprzyjaźnił się z sąsiadami – przyznaje Bernadetta Szewczyk, która pomaga Lukowi.
– To niesamowicie uczciwy człowiek – mówi Krystyna Bil, mieszkanka wsi. – Za własne pieniądze naprawiał zniszczony wodociąg. To między innymi dzięki niemu mamy wodę. We wsi nie ma świetlicy, a on użycza nam miejsca na wiejskie zebrania. Luk ocalił też resztki zapomnianego poniemieckiego grobowca przed dewastacją. Przekonał władze starostwa, że nie należy wycinać drzew w alei prowadzącej do mogiły.
12/10: Interview Poolse radio
De Poolse radio nam een interview af over de waterproblemen van het gehucht Lenno. U kan het online beluisteren.
11/05: Poolse pers

Vrije vertaling:
Luk Vanhauwaert, eigenaar van Paleis Lenno, heeft klacht neergelegd bij de prokurator van Lwowek.
Hij beschuldigde de burgemeester van Wlen, Boguslaw Sjeffs, van machtsmisbruik en sabotage.
Burgemeester Sjeffs liet op 22 december, middels werknemers van de gemeentelijke dienst der werken de watertoevoer naar Lenno afsluiten.
Over die watertoevoer ruzienen beide partijen reeds geruime tijd. De eigenaar van Lenno beweert dat de waterpijp ten onrechte door de burgemeester werd onteigend en afgesloten.
Flamandczyk Luk Vanhauwaert nie widzi możliwości współpracy z gminą, bo czuje się oszukany przez samorząd. - Mam dość. Na wszystkie moje propozycje burmistrz był na nie. Miarka się przebrała, gdy zamknięto mi zawór dopływu wody – narzeka Luk, który remontuje zabytkowy zespół pałacowy w Łupkach. Luk Vanhauwaert jest właścicielem zabytkowego zespołu pałacowego w Łupkach, w gminie Wleń. Gdyby obcokrajowiec nie zainwestował w naprawę zrujnowanego zabytku, z czasem zostałby on doszczętnie zdewastowany. – Burmistrz od początku rzuca mi kłody pod nogi. Nie widzę już możliwości dogadania się. Straci na tym cała wieś. Chciałem rozruszać turystykę. Remontuję budynek, w którym chcę uruchomić bazę noclegową. Bez wody jest to niemożliwe – skarży się Flamandczyk.
– Wodę czerpię ze studzienki należącej do nadleśnictwa. Dowożę ją traktorem. Nie mam już zaufania do władz, które najpierw obiecują, że będą dowozić wodę do mojego osobnego zbiornika, a potem się z tego wycofują – twierdzi Luk Vanhauwaert. Burmistrz Bogusław Szeff chce spotkać się z obcokrajowcem, aby zakończyć spory i niedomówienia. Zaprzecza, jakoby inwestor nie miał wody z winy urzędu. W wiosce od dawna jest problem z wodociągiem, który wymaga kapitalnej modernizacji. Do 2006 roku ma zostać zbudowany nowy. – Zaplanowaliśmy spotkanie z mieszkańcami i panem Lukiem na 6 kwietnia – zapewnia burmistrz Szeffs. [Słowo Polskie Gazeta Wrocławska]
– Wodę czerpię ze studzienki należącej do nadleśnictwa. Dowożę ją traktorem. Nie mam już zaufania do władz, które najpierw obiecują, że będą dowozić wodę do mojego osobnego zbiornika, a potem się z tego wycofują – twierdzi Luk Vanhauwaert. Burmistrz Bogusław Szeff chce spotkać się z obcokrajowcem, aby zakończyć spory i niedomówienia. Zaprzecza, jakoby inwestor nie miał wody z winy urzędu. W wiosce od dawna jest problem z wodociągiem, który wymaga kapitalnej modernizacji. Do 2006 roku ma zostać zbudowany nowy. – Zaplanowaliśmy spotkanie z mieszkańcami i panem Lukiem na 6 kwietnia – zapewnia burmistrz Szeffs. [Słowo Polskie Gazeta Wrocławska]
Geliebt, gekauft - und dann lange gewartet
Flame verliert Herz an niederschlesische Landschaft und kauft em Schloss Sanierung gelingt Stück für Stück
Von irmela Hennig
Wald, Wald, Wald - soweit das Auge reicht. Der Blick von Luk van Hauwaerts Balkon gehört der Natur. Kahle Bâume stehen noch im Schnee auf den Hügeln vom Hirschberger Tal. Rehe streifen durchs Gehölz. Kein Haus, kein Telegrafenmast, keine Stromleitung stört die Idylle auf Schloss Wlen. ,,Es gibt nichts, was dem Auge wehtut”, sagt Schlossherr van Hauwaert.
Vor vier jahren hat sich der Flame spontan in diesen Blick verliebt. .,Und ich habe das Schloss sofort gekauft. Er war auf dem Weg nach Krakau, nur zu einem Zwischenstopp in Wlen. Em Spaziergang durch die Gegend genügte, um ,,mein Herz zu vërlieren. Es war so em schönes Schloss. Aber niemand wollte es. Nicht verwunderlich, denn das etwa 350 jahre alte Gebaude ist stark baufallig; Neun Teile:
Hauptschloss, Nebengebaude, Taubenturm, Pförtnerhaus, Stallungen, Rittersaal, Park und Obstgarten - an allem hatten der Zahn der Zeit, misslungene Sanierungen und Vandalismus Spuren hinterlassen.
Hauskauf fur Auslander eigentlich verboten
In vielen Zimmern türmt sich der Bauschutt, Balken liegen umher und Türen fehlen. Űberall stehen Hand-werker: Bohren, mauern, verlegen Leitungen. Es hat lange gedauert, bis Luk van Hauwaert mit den Bauarbeiten beginnen konnte. Neun Monte musste er auf eine Kaufgenehmigung warten. Der Vorbesitzer hatte ihm Schloss Wlen zwar schnell und teuer überlassen, doch der Verkauf war nicht rechtskraftig. Eine polnische anwaltin erklarte mir dann erst einmal: Sie dürfen in Polen kein Haus erwerben. Nach zâhem Ringen und vielen bürokratischen Intermezzi fand sich doch eine Sondergenehmigung.
Der Blick aus dem Fenster entschâdigt den Flamen füralle Mühen. Kulturell war die Vertreibung der Deutschen für Niederschlesien eine Katastrophe, aber für die Natur war es em Segen. Alles konnte sich wild entwickein”, schwarmt der Familienvater. Für sein kleines Stück Naturparadies hat er seine Firmen in Belgien verkauft. Von diesem Geld saniert er nun Haus für Haus. Einige Gebaude leuchten schon in sattem Gelb, die Dâcher sind dicht und bald soll die eigene Dachwohnung fertig sein.
Die lange Wartezeit hatte für van Hauweart auch positive Seiten. Mittierweile spricht er fliesen Polnisch. kennt sich aus in Gegend und Geschichte. ,,lch wusste nicht, das alles deutsch war. Das habe ich erst nach und nach gelernt, gibt er zu.
Auch das eigene Schloss hat er ergründet. Ein Adam von Kulhaus hat es um 1660 gebaut und spâter ver kauft. Bis 1946 wohnte die Familie von Hauchwitz auf Wlen. Heute besucht die letzte noch lebende Besitzerin samt Enkeln ab und an de Flamen.
Der würde gern die alte Burg vor Wlen kaufen und in Schuss bringen, den Tourismus tüchtig ankurbeln. Doch mit dem momentanen Bügermeister sei das nicht so einfach. Dabei sei Tourismus die einzige Chance. für die Gegend. ,.Wenn em Pole sieht, mit den Touristen kano ich Geld verdienen. Und die kommen, wenn ich mein Haus schön anrichte, dann habe ich Hoffnung. Sonst, fürchtet van Hauwaert, wird bald alles von Vandalen platt gemacht.
Flame verliert Herz an niederschlesische Landschaft und kauft em Schloss Sanierung gelingt Stück für Stück
Von irmela Hennig
Wald, Wald, Wald - soweit das Auge reicht. Der Blick von Luk van Hauwaerts Balkon gehört der Natur. Kahle Bâume stehen noch im Schnee auf den Hügeln vom Hirschberger Tal. Rehe streifen durchs Gehölz. Kein Haus, kein Telegrafenmast, keine Stromleitung stört die Idylle auf Schloss Wlen. ,,Es gibt nichts, was dem Auge wehtut”, sagt Schlossherr van Hauwaert.
Vor vier jahren hat sich der Flame spontan in diesen Blick verliebt. .,Und ich habe das Schloss sofort gekauft. Er war auf dem Weg nach Krakau, nur zu einem Zwischenstopp in Wlen. Em Spaziergang durch die Gegend genügte, um ,,mein Herz zu vërlieren. Es war so em schönes Schloss. Aber niemand wollte es. Nicht verwunderlich, denn das etwa 350 jahre alte Gebaude ist stark baufallig; Neun Teile:
Hauptschloss, Nebengebaude, Taubenturm, Pförtnerhaus, Stallungen, Rittersaal, Park und Obstgarten - an allem hatten der Zahn der Zeit, misslungene Sanierungen und Vandalismus Spuren hinterlassen.
Hauskauf fur Auslander eigentlich verboten
In vielen Zimmern türmt sich der Bauschutt, Balken liegen umher und Türen fehlen. Űberall stehen Hand-werker: Bohren, mauern, verlegen Leitungen. Es hat lange gedauert, bis Luk van Hauwaert mit den Bauarbeiten beginnen konnte. Neun Monte musste er auf eine Kaufgenehmigung warten. Der Vorbesitzer hatte ihm Schloss Wlen zwar schnell und teuer überlassen, doch der Verkauf war nicht rechtskraftig. Eine polnische anwaltin erklarte mir dann erst einmal: Sie dürfen in Polen kein Haus erwerben. Nach zâhem Ringen und vielen bürokratischen Intermezzi fand sich doch eine Sondergenehmigung.
Der Blick aus dem Fenster entschâdigt den Flamen füralle Mühen. Kulturell war die Vertreibung der Deutschen für Niederschlesien eine Katastrophe, aber für die Natur war es em Segen. Alles konnte sich wild entwickein”, schwarmt der Familienvater. Für sein kleines Stück Naturparadies hat er seine Firmen in Belgien verkauft. Von diesem Geld saniert er nun Haus für Haus. Einige Gebaude leuchten schon in sattem Gelb, die Dâcher sind dicht und bald soll die eigene Dachwohnung fertig sein.
Die lange Wartezeit hatte für van Hauweart auch positive Seiten. Mittierweile spricht er fliesen Polnisch. kennt sich aus in Gegend und Geschichte. ,,lch wusste nicht, das alles deutsch war. Das habe ich erst nach und nach gelernt, gibt er zu.
Auch das eigene Schloss hat er ergründet. Ein Adam von Kulhaus hat es um 1660 gebaut und spâter ver kauft. Bis 1946 wohnte die Familie von Hauchwitz auf Wlen. Heute besucht die letzte noch lebende Besitzerin samt Enkeln ab und an de Flamen.
Der würde gern die alte Burg vor Wlen kaufen und in Schuss bringen, den Tourismus tüchtig ankurbeln. Doch mit dem momentanen Bügermeister sei das nicht so einfach. Dabei sei Tourismus die einzige Chance. für die Gegend. ,.Wenn em Pole sieht, mit den Touristen kano ich Geld verdienen. Und die kommen, wenn ich mein Haus schön anrichte, dann habe ich Hoffnung. Sonst, fürchtet van Hauwaert, wird bald alles von Vandalen platt gemacht.
© Preußische Allgemeine Zeitung / 07. Februar 2004
Schlesien: Verfall und Neubeginn
Hirschberger Gnadenkirchhof und Schloß Lähn
von Rüdiger Goldmann
Hier liegen Baum in ihrem kühlen Garten/des Herren Hand wird ihrer fleißig warten/Steh und besinn Dich der Du dieses liest/Was vor ein Baum Du selbst im Garten bist./Wer in der Zeit viel gute Früchte träget,/wird nach der Zeit in ein gut Land geleget...
Diese Inschrift über dem Eingang zur Gruftkapelle Baumgarten drückt die fröhliche Gewißheit aus, daß der fleißige und ehrbare Mensch nach seinem Ableben in den Himmelsgarten kommt.
Als dieses Erbbegräbnis in der ersten Hälfte des 18. Jahrhunderts auf dem die evangelische Gnadenkirche in Hirschberg auf drei Seiten umschließenden Friedhof errichtet wurde, erwartete man eine gedeihliche Entwicklung und wollte den Nachkommen würdige, möglichst sogar prächtige Grabmäler hinterlassen.
Vorausgegangen waren Jahrzehnte der Unterdrückung der evangelischen Bürger durch die katholische Kirche und die Gegenreformation des habsburgischen Kaisers. Die Gesuche der überwiegend lutherischen Hirschberger bei Kaiser Leopold I. blieben ohne Erfolg, bis die Intervention des Schwedenkönigs Karls XII. im Vertrag von Altranstädt 1707 eine Wende zugunsten der Protestanten durchsetzte. Zuvor sollen allerdings über 200 000 Menschen Schlesien aus Glaubensgründen verlassen haben.
Die schließlich "gnadenhalber" erfolgte Erlaubnis zur Errichtung einer evangelischen Kirche, der Gnadenkirche, und des dazugehörigen Friedhofs brachte Schlesien die "schönste und prächtigste unter allen lutherischen Kirchen" dieses Landes (G. Grundmann) mit einer prunkvollen barocken Innenausstattung, Deckengemälden und einer vom reichsten Hirschberger Handelsherrn, Christian Menzel, gestifteten Orgel. Der Erbauer Martin Frantz aus Liegnitz nahm sich die Stockholmer Katharinenkirche zum Vorbild.
Um das außerhalb der eigentlichen Stadt errichtete Gotteshaus liegen die barocken Gruftkapellen der Kaufleute und Zünfte. Zu den eindrucksvollsten gehören jene der Familien Glafey, Gottfried, Baumgarten, von Buch, Steuer, Menzel, Winckler und Geyer.
Heute sind fast alle beschädigt, die Grabplatten sind zum Teil verschoben oder zerstört, die Gräber erbrochen, manche unversehrt, andere mit Unrat gefüllt.
Im nördlichen Teil konnten einige Kapellen durch den "Verein zur Pflege schlesischer Kunst und Kultur e. V." (Görlitz/Lomnitz) restauriert werden. Aber viele andere zeigen die Folgen der Vertreibung der deutschen Bevölkerung und sind stark gefährdet.
Verglichen mit dieser tragischen Entwicklung muten die Streitigkeiten um Begräbnisformen und Begräbnisrechte zwischen Kaufleuten, Handwerkern und der evangelischen Kirche, wie sie sich in den vorausgegangenen beiden Jahrhunderten abspielten, geradezu grotesk an. Da stritt man sich um das Tragen oder Fahren der Verstorbenen, um die Kosten der Erbbegräbnisse und die Friedhofsordnung. In letzterer wurde schon im 18. Jahrhundert festgelegt, daß die "Verrückung der Leichensteine" nicht erlaubt war.
Die polnische Verwaltung machte sich 1945 schändlicher Übergriffe schuldig: sie vertrieb die evangelischen Pfarrer und beschlagnahmte im Oktober die Gnadenkirche. Beim letzten deutschen Gottesdienst in der Beichtkapelle stürmten polnische Milizsoldaten herein und trieben die deutschen Gläubigen hinaus. Von über 35 000 Einwohnern (1939) waren Anfang 1947 nur noch rund tausend Deutsche in Hirschberg verblieben.
Der Gnadenkirchhof gehört zu den einzigartigen deutschen Denkmälern in Schlesien. Man wünscht sich, daß dieses Ensemble insgesamt wiederhergestellt, erhalten und sorgfältig behütet wird.
Bei meinem Besuch stand immerhin ein Streifenwagen vor dem offenen Gelände des verfallenen Friedhofes, durch das viele der polnischen Einwohner oft hindurchlaufen - auf ihrem Weg in ein Einkaufszentrum...
Im heutigen Schlesien sind aber nicht nur Spuren des Verfalls der alten Kulturgüter zu entdecken, sondern auch ermutigende Zeugnisse eines Neuanfangs.
Es war ein nebliger Novemberabend, als ein dick vermummter Radfahrer vor dem Tor meines Quartiers Schloß Lomnitz auftauchte. Zu dieser Jahreszeit war das eine Überraschung, die noch größer wurde, als sich doch tatsächlich ein Japaner aus der Vermummung schälte.
Am nächsten Morgen fragte ich ihn neugierig, was ihn ins Riesengebirge führe. Seine Antwort: "Ich fotografiere alte Häuser, die es hier noch viel zahlreicher gibt als im übrigen Europa."- Und nicht nur Häuser, könnte man hinzufügen, sondern auch Schlösser, wie jenes in dem Städtchen Lähn am Boberfluß, dessen polnischer Name "Wlen" ganz ähnlich klingt. Der Ort liegt nördlich von Hirschberg in einer hügelreichen Region mit tief eingeschnittenen Bachtälern und weiten Wäldern. Viel Wald umgibt auch die Burgruine Lehnhaus, ein schwer zu findendes Felsennest, dessen Ursprünge als Grenzfeste gegen Böhmen und die Lausitz bis ins 11. Jahrhundert zurückreichen.
Als herzogliche Burg war sie Sitz eines Kastellans. Die Gemahlin Herzog Heinrichs I. von Schlesien, Hedwig aus dem bayrischen Geschlecht von Andechs/Meran, soll gerne dort verweilt haben. Eine zwischen der Ruine der im Dreißigjährigen Krieg zerstörten Burg und dem nahen Schloß Lähn gelegene Hedwigskapelle erinnert an die Schutzpatronin Schlesiens.
Vor einem renovierten, kaisergelb gestrichenen alten Gasthaus empfängt uns der flämische Unternehmer van Houwert. Arbeiter werkeln an der Außenbegrenzung der Gutsanlage, vor dem Eingang stehen Baumaschinen.
Seit der ehemalige französische Oberst Adam von Koulhas im Jahre 1653 unterhalb der zerstörten Lehnhausburg ein Schloß errichtete, besteht dieser vielgestaltige und geräumige Adelssitz. In späterer Zeit befand er sich im Besitz der Familie von Grunfeld und Gutenstätten und war von 1828 bis 1945 Eigentum derer von Haugwitz.
Danach begann eine Tragödie: Der alte Graf wurde von einem Rotarmisten erstochen, die Familie vertrieben und enteignet; das nach Berlin ausgelagerte Familienarchiv ging dort im Bombenhagel unter.
Der polnische Staat bemächtigte sich des Besitzes. Seither verfiel das ausgeplünderte Schloß zusehends, selbst die massiven Gewölbe begannen zu brechen. Erst van Houwert brachte Rettung: Nachdem er das Schloß nach zähen Bemühungen endlich erworben hatte, ging der Flame mit bewundernswerter Energie an die Wiederherstellung des Besitzes einschließlich des Verwaltungsgebäudes, der Wirtschaftshäuser und des Konzerthauses. Sogar der ehemalige Barockgarten soll neu erstehen.
Der Ausblick gen Süden zum Riesengebirge, nach Osten auf das Städtchen Lähn und über das Bober/Katzbach-Gebirge ist überwältigend, ja vom alten begehbaren Bergfried der Ruine geradezu grandios zu nennen. Der neue Besitzer von Lehnhaus möchte dort nicht nur wohnen, er will ein Museum einrichten und die Kultur und Geschichte dieses schlesischen Kleinods wieder sichtbar machen.
Tragische Folge der Vertreibung: Viele Gräber auf dem Hirschberger Gnadenfriedhof sehen heute so aus wie das der Familie Linke, Foto: Goldmann
--------------------------------------------------------------------------------
Schlesien: Verfall und Neubeginn
Hirschberger Gnadenkirchhof und Schloß Lähn
von Rüdiger Goldmann
Hier liegen Baum in ihrem kühlen Garten/des Herren Hand wird ihrer fleißig warten/Steh und besinn Dich der Du dieses liest/Was vor ein Baum Du selbst im Garten bist./Wer in der Zeit viel gute Früchte träget,/wird nach der Zeit in ein gut Land geleget...
Diese Inschrift über dem Eingang zur Gruftkapelle Baumgarten drückt die fröhliche Gewißheit aus, daß der fleißige und ehrbare Mensch nach seinem Ableben in den Himmelsgarten kommt.
Als dieses Erbbegräbnis in der ersten Hälfte des 18. Jahrhunderts auf dem die evangelische Gnadenkirche in Hirschberg auf drei Seiten umschließenden Friedhof errichtet wurde, erwartete man eine gedeihliche Entwicklung und wollte den Nachkommen würdige, möglichst sogar prächtige Grabmäler hinterlassen.
Vorausgegangen waren Jahrzehnte der Unterdrückung der evangelischen Bürger durch die katholische Kirche und die Gegenreformation des habsburgischen Kaisers. Die Gesuche der überwiegend lutherischen Hirschberger bei Kaiser Leopold I. blieben ohne Erfolg, bis die Intervention des Schwedenkönigs Karls XII. im Vertrag von Altranstädt 1707 eine Wende zugunsten der Protestanten durchsetzte. Zuvor sollen allerdings über 200 000 Menschen Schlesien aus Glaubensgründen verlassen haben.
Die schließlich "gnadenhalber" erfolgte Erlaubnis zur Errichtung einer evangelischen Kirche, der Gnadenkirche, und des dazugehörigen Friedhofs brachte Schlesien die "schönste und prächtigste unter allen lutherischen Kirchen" dieses Landes (G. Grundmann) mit einer prunkvollen barocken Innenausstattung, Deckengemälden und einer vom reichsten Hirschberger Handelsherrn, Christian Menzel, gestifteten Orgel. Der Erbauer Martin Frantz aus Liegnitz nahm sich die Stockholmer Katharinenkirche zum Vorbild.
Um das außerhalb der eigentlichen Stadt errichtete Gotteshaus liegen die barocken Gruftkapellen der Kaufleute und Zünfte. Zu den eindrucksvollsten gehören jene der Familien Glafey, Gottfried, Baumgarten, von Buch, Steuer, Menzel, Winckler und Geyer.
Heute sind fast alle beschädigt, die Grabplatten sind zum Teil verschoben oder zerstört, die Gräber erbrochen, manche unversehrt, andere mit Unrat gefüllt.
Im nördlichen Teil konnten einige Kapellen durch den "Verein zur Pflege schlesischer Kunst und Kultur e. V." (Görlitz/Lomnitz) restauriert werden. Aber viele andere zeigen die Folgen der Vertreibung der deutschen Bevölkerung und sind stark gefährdet.
Verglichen mit dieser tragischen Entwicklung muten die Streitigkeiten um Begräbnisformen und Begräbnisrechte zwischen Kaufleuten, Handwerkern und der evangelischen Kirche, wie sie sich in den vorausgegangenen beiden Jahrhunderten abspielten, geradezu grotesk an. Da stritt man sich um das Tragen oder Fahren der Verstorbenen, um die Kosten der Erbbegräbnisse und die Friedhofsordnung. In letzterer wurde schon im 18. Jahrhundert festgelegt, daß die "Verrückung der Leichensteine" nicht erlaubt war.
Die polnische Verwaltung machte sich 1945 schändlicher Übergriffe schuldig: sie vertrieb die evangelischen Pfarrer und beschlagnahmte im Oktober die Gnadenkirche. Beim letzten deutschen Gottesdienst in der Beichtkapelle stürmten polnische Milizsoldaten herein und trieben die deutschen Gläubigen hinaus. Von über 35 000 Einwohnern (1939) waren Anfang 1947 nur noch rund tausend Deutsche in Hirschberg verblieben.
Der Gnadenkirchhof gehört zu den einzigartigen deutschen Denkmälern in Schlesien. Man wünscht sich, daß dieses Ensemble insgesamt wiederhergestellt, erhalten und sorgfältig behütet wird.
Bei meinem Besuch stand immerhin ein Streifenwagen vor dem offenen Gelände des verfallenen Friedhofes, durch das viele der polnischen Einwohner oft hindurchlaufen - auf ihrem Weg in ein Einkaufszentrum...
Im heutigen Schlesien sind aber nicht nur Spuren des Verfalls der alten Kulturgüter zu entdecken, sondern auch ermutigende Zeugnisse eines Neuanfangs.
Es war ein nebliger Novemberabend, als ein dick vermummter Radfahrer vor dem Tor meines Quartiers Schloß Lomnitz auftauchte. Zu dieser Jahreszeit war das eine Überraschung, die noch größer wurde, als sich doch tatsächlich ein Japaner aus der Vermummung schälte.
Am nächsten Morgen fragte ich ihn neugierig, was ihn ins Riesengebirge führe. Seine Antwort: "Ich fotografiere alte Häuser, die es hier noch viel zahlreicher gibt als im übrigen Europa."- Und nicht nur Häuser, könnte man hinzufügen, sondern auch Schlösser, wie jenes in dem Städtchen Lähn am Boberfluß, dessen polnischer Name "Wlen" ganz ähnlich klingt. Der Ort liegt nördlich von Hirschberg in einer hügelreichen Region mit tief eingeschnittenen Bachtälern und weiten Wäldern. Viel Wald umgibt auch die Burgruine Lehnhaus, ein schwer zu findendes Felsennest, dessen Ursprünge als Grenzfeste gegen Böhmen und die Lausitz bis ins 11. Jahrhundert zurückreichen.
Als herzogliche Burg war sie Sitz eines Kastellans. Die Gemahlin Herzog Heinrichs I. von Schlesien, Hedwig aus dem bayrischen Geschlecht von Andechs/Meran, soll gerne dort verweilt haben. Eine zwischen der Ruine der im Dreißigjährigen Krieg zerstörten Burg und dem nahen Schloß Lähn gelegene Hedwigskapelle erinnert an die Schutzpatronin Schlesiens.
Vor einem renovierten, kaisergelb gestrichenen alten Gasthaus empfängt uns der flämische Unternehmer van Houwert. Arbeiter werkeln an der Außenbegrenzung der Gutsanlage, vor dem Eingang stehen Baumaschinen.
Seit der ehemalige französische Oberst Adam von Koulhas im Jahre 1653 unterhalb der zerstörten Lehnhausburg ein Schloß errichtete, besteht dieser vielgestaltige und geräumige Adelssitz. In späterer Zeit befand er sich im Besitz der Familie von Grunfeld und Gutenstätten und war von 1828 bis 1945 Eigentum derer von Haugwitz.
Danach begann eine Tragödie: Der alte Graf wurde von einem Rotarmisten erstochen, die Familie vertrieben und enteignet; das nach Berlin ausgelagerte Familienarchiv ging dort im Bombenhagel unter.
Der polnische Staat bemächtigte sich des Besitzes. Seither verfiel das ausgeplünderte Schloß zusehends, selbst die massiven Gewölbe begannen zu brechen. Erst van Houwert brachte Rettung: Nachdem er das Schloß nach zähen Bemühungen endlich erworben hatte, ging der Flame mit bewundernswerter Energie an die Wiederherstellung des Besitzes einschließlich des Verwaltungsgebäudes, der Wirtschaftshäuser und des Konzerthauses. Sogar der ehemalige Barockgarten soll neu erstehen.
Der Ausblick gen Süden zum Riesengebirge, nach Osten auf das Städtchen Lähn und über das Bober/Katzbach-Gebirge ist überwältigend, ja vom alten begehbaren Bergfried der Ruine geradezu grandios zu nennen. Der neue Besitzer von Lehnhaus möchte dort nicht nur wohnen, er will ein Museum einrichten und die Kultur und Geschichte dieses schlesischen Kleinods wieder sichtbar machen.
Tragische Folge der Vertreibung: Viele Gräber auf dem Hirschberger Gnadenfriedhof sehen heute so aus wie das der Familie Linke, Foto: Goldmann
--------------------------------------------------------------------------------
Kasteelheren : Luk Vanhauwaert, ex-ondernemer, nu kasteelheer in Polen
(gelieve op bovenstaande link te klikken om het ganse artikel te lezen)
Het moet hem al ettelijke keren zijn gevraagd: waarom koopt een mens met de miljoenen uit een vorig leven een vervallen barokkasteel in een weliswaar ongerepte, maar bijzonder armtierige streek in Polen? "Het was een intuďtieve daad", geeft Luk Vanhauwaert toe. "Het had net zo goed een klooster in Kroatië of een haciënda in Guatemala kunnen zijn." Wat de ex-zakenman drijft, is niet de materiële welstand die hij zich zeker zou kunnen permitteren. Neen, in het dorpje Wlen, zo'n zeventig kilometer van de Pools-Duitse grens, zoekt de Vlaming een completer en heroďscher leven dan hij ooit in de stad zou kunnen leiden. Levert het leven in en rond het kasteel hem de nodige rust en het gezochte isolement op?
De Kasteelheren (5): Luk Vanhauwaert, ex-ondernemer, nu kasteelheer in Polen

Castle lord: Luk Vanhauwaert, ex entrepreneur, now castle-owner in Poland
In de stad voel ik mij een geamputeerd wezen
In the city i feel i am an amputated beeing
It must have been asked him several times: why buys a business man with millios from a former living a ruined barokcastle in an unspoiled and very poor region in poland. It was an intiutiveand impulsive akt, saysluk Vanhauwaert: it could have been also a cloister in croation or a hacienda in Guatemala. The drive from the former business man is not the material well beeing and the easy live, no in the small town Wlen the flemisch gentleman seeks a complete an heroiic livemore than he ever could find in the big city. Does indeed has he now the so loved rest and isolmentthat he seeked of: Whe are asking him
Je had vroeger moeten opstaan, zegt Luk Vanhauwaert als ik ergens halverwege de ochtend uit de tent tevoorschijn kom. We kamperen naast het voormalige koetsiershuis, voor ons ligt het kasteel dat al drie jaar eigendom is van de Vlaming die voor een paar dagen onze gastheer zal zijn. In de statige hoeve tegenover het hoofdgebouw laat de vijftiger momenteel een aantal appartementen met uitzicht bouwen. In afwachting van het moment dat hij daar zijn intrek kan nemen, deelt de kasteelheer met zijn Kaukasische herdershond een klein verpauperd huisje, dat in het midden van het domein is opgetrokken. Op de benedenverdieping ontbreken de ramen, het dak is aan herstelling toe. In de bovenkamers waar hij woont, is het gezellig, maar zoek er geen pluche of design. Met een sofa, een computer en wat Ikea-spulletjes die zijn dochter voor hem heeft gekocht, is hij tevreden.

You should have got out of bed earlier says Luk Vanhauwaert when i somewhere half morning comes out of my tent. Whe are camping on his ground next to the belvedere. Besides lies the castle, already three years properaty of our flemish host. Awaiting the moment it will be restaurated the castleowner lives now in an old small ruined little hause together with his caucasic dog. It stands in the middle of the dominium, the downfloor has no windows, the roof is leaking but in the upper floor it is cosy withe the furniture his daughter bought. Do not look for richdom or designe. All there is is his computer and a working desk.
Luk Vanhauwaert, die zich officieel heer van het landgoed Lenno mag noemen, is die ochtend om vier uur opgestaan om met zijn tractor het hout in de boomgaard te ruimen. De mist steeg op uit de valleien en daarboven zag je nog net de toppen van het reuzengebergte op de grens met Tsjechië. Net een Japanse prent, betoverend mooi. Zolang ik van dit natuurschoon geniet, krijgen ze mij hier niet weg.
Luk Vanhauwaert got out of bed at four in the morning to work with his little garden tractor in his orchard. The gentle fog raised out of the valley's obove you bearly saw the tops of the giant mountains at the tchech border. It looked as a japanese gravure, ravishing beauty. As long as I enjoy this fantastic beaty of nature, nobody will ever manage to throw me out of here.
Bureaucratie
Een mens met een normaal doorzettingsvermogen zou het project dat Vanhauwaert in Polen voor ogen heeft, allang hebben opgegeven. Drie jaar geleden was hij onderweg naar Krakau, toen culturele hoofdstad van Europa. Tijdens een toevallige stop in Wlen sloeg de passie toe en kocht hij het domein. Pas acht maanden geleden is hij goed op dreef geraakt met de voor hem noodzakelijke verbouwingswerken. Om zijn droom te realiseren, moest Vanhauwaert al verschillende keren de Poolse bureaucratie, wetten en gebruiken tarten en schopte hij al tegen heel wat Poolse schenen. Dat is wel een van mijn grote teleurstellingen en frustraties: ik word van alle kanten geblokkeerd, dossiers worden niet of maar schoorvoetend goedgekeurd, ik word zelfs gesaboteerd. Ik had gedacht dat mijn voorstellen en mijn plannen met open armen zouden worden onthaald, maar dat is niet zo. Nergens in Zuid-Silezië heeft een kasteel een mooiere ligging. Ik wil het domein en een aantal monumenten in de onmiddellijke omgeving in ere herstellen. Daar kan de hele streek toch mee van profiteren?
Burocraty
A normal man with normal nerves should long have abandoned the project Luk Vanhauwaert dreams of. Three years ago, on his way to Krakow, that year cultural city of europe, he stopped in Wlen by accident. He visited the husband of a polish lady who works in Antwerp. On a walk up to the old bastion he saw the ruined castle. The pasion striked him and he bought the dominium without thinking, impulsevly as love at first sight. Only 9 months later he had the papers to live at the place and another 7 months where needed to win against polish burocraty and to be able to start renovating. In the process of getting the papers he steped on some delicate toes, not knowing the local habits and sencibility's. Especialy the actual maire of Wlen, has for some reasons unknown to Luk Vanhauwaert, taken a great dislike in his person, that sometimes comes close to hate. His plans and projekst are constantly boycoted and sabotaged. Gossip story's are spread to destroy his good name and fame and Xenophobic sentiments towards his person are stimulated.
Luk say's he had thought his plans would be welcomed with open arms, but it was the contrary. Luk has nothing done wrong, he learned polisch, lives in peace with his close neighbourgs and is respected by everybody who knows him closer. He sa'’s to bring Lenno to his former glory and by doing so the city of wlen would also benifit and have profit.
Wat zijn plannen dan wel zijn? Ik wil hier graag een historische site creëren. Er valt over dit domein, zijn geschiedenis en zijn opeenvolgende eigenaren veel te vertellen. Het project omvat de moestuin in barokstijl die Vanhauwaert achter het kasteel aanlegt, een museum dat hij wil inrichten in het voormalige wagenhuis, het Duitse kerkhof waar de voorzaten van de voormalige kasteelheren begraven liggen én een oude burcht. Klein probleempje: de burcht, waarvan enkel nog de toren en wat muren overeind staan, is geen eigendom van de Vlaming. In ruil voor een 99-jarig eigendomsrecht wil ik de restauratie bekostigen. De huidige burgemeester houdt het been echter stijf” Om de plek ook in de winter aantrekkelijk te maken, wil Vanhauwaert een skilift aanleggen op zijn glooiende landerijen. Eén lap grond moet hij daarvoor nog toevoegen aan zijn 50 hectare groot
domein.

We are asking about his plans. He says he wanted to create a histyoric –cultural site. The project would consist of a reconstruction of a baroc-style garden, a museum with a yought-hostel, buying the bastion and renovate it and together with the former evangelic cementary all to bring as maney tourists to wlen and keep them in the region for a longer stay. There are now this problems and the Burgomaster will not support this ideas. The bastion ruins totaly and Lukes plan to renovate it with his own money in exchange to a loan of 99 years is rejected. To make Wlen also in winter atractive he wanted to build a skilift, but also this plan has not the support of the city. Luk bought 50 Hectares to prevent the landscape and for the skilift he needs the help of the burgomaster to buy some small woodland.
Waakhonden
De voortvarende Vlaming kan niet goed om met wat hij de onwil van de locals noemt. De Polen gedragen zich als waakhonden, vindt hij. Niemand mag aan hun bezittingen raken, maar ondertussen laten ze de boel mooi verloederen. Toch weet Vanhauwaert maar al te goed dat de Polen de mentaliteit die eigen is aan het communistische systeem, nog niet volledig hebben kunnen of willen afgooien. De gezagsdragers zijn met het nakende toetreden van Polen tot de Europese Unie bovendien bang dat rijke Europeanen straks het verworven goed tegen woekerprijzen zullen verkopen.
The dynamic flemish can not very well understand this bad will of the local governement. The are as watch-dogs, nobody may come in their fruitgarden, better will everything be destroyed. Luk Vanhauwaert knows that most of the young and modern thinking Poles are thinking different and it are only some primitive and old style thinking former communists that have this mentality but unfortunatly at this moment some of them have still decission power. Also a small number of primitive thinking Poles are thinking that all foreigners will come to buy all the land in Poland. Statistics from the ministary showing that Less than 1 of 1000 procent polisch land is in foreign hands. To compare with france, Spain and Belgium that are very marginal figures.
Maar ik ben geen speculant, benadrukt Vanhauwaert. Ik heb de vroegere burgemeester van Wlen in dat verband een paar beloftes gedaan. Om schot in zijn dossier te krijgen vroeg Vanhauwaert de burgervader om een aanbevelingsbrief. In ruil moest de Vlaming beloven de gebouwen die hij zou kopen, ook daadwerkelijk te bewonen. Daarnaast werd hij geacht lokale mensen aan het werk te zetten, iets wat hem in de streek met een werkloosheidsgraad van 60 percent behoorlijk populair heeft gemaakt. Tot slot moest hij proberen Wlen en omstreken op het thuisfront bekendheid te geven om zo voor enige toeloop en dus extra inkomsten te zorgen.
But i am not an speculant, says L.V. I promished the former burgomaster, Mr Mosciski some things. To get an good recomendation i promished that i would live in the Lenno Buildings, that I would only thake local people to work for me, because some 60 % has no job, and that i would do marketing for Wlen and bring as most as possible tourists here in order to stimulate local touristic marked.
Vanhauwaert does not brake promises and also he can not say easely "NO" so he took this engagement very seriously. Also because he learned to know the former burgomaster, mr Mosciski as a honouroubel man. One time when Luk he wanted to invite him for dinner, he refused politely and asked instead that Luk would buy for that money a small cow for an old sick and very poor lady.
Vanhauwaert breekt niet graag beloftes, kan sowieso al moeilijk neen zeggen en ging dus een engagement aan waaraan hij zich niet kan en wil onttrekken. Ook al omdat de burgemeester mijn vriend was en bovendien een zeer rechtschapen man. Toen ik hem een keer uit eten wou nemen, heeft hij beleefd geweigerd en mij gevraagd om van het geld een koe te kopen voor een arm gezin in de buurt.
Vanhauwaert has every morning some workers to instruct. He says they have a complete other workrithm and Moral. I have been stolen all my material several times, now it is behind steel doors and unbreakable glass. When diapeared the 98th showel i had enough. Now i have a system where every worker must sign his material in a book and take responsability for it when it is lost. Also many visitors are coming more and more to see his realisations. He gives the hospitality and his housekeeper gives them a tasty and very fine meal from the rich Polish kitchen.
Het gevolg is dat Vanhauwaert sinds enkele maanden elke ochtend een legertje personeel aan het werk zet, arbeiders met een totaal ander werkritme én een andere moraal. Ik heb mijn materiaal achter stalen deuren en onbreekbaar glas moeten stoppen, want het werd keer op keer gestolen. Toen schop nummer 98 ook verdwenen was, vond ik het welletjes. Ik werk nu met een systeem waarbij iedere werkman het materiaal dat hij gebruikt, moet in- en uitschrijven. Ook voelde hij zich min of meer verplicht een pension in te richten om de bezoekers, die de weg naar het domein beginnen te vinden, een bed, een bad en eten te geven. Een voormalig kindersanatorium aan de rand van zijn domein dat qua stijl overigens helemaal niet aansluit bij het geheel werd heringericht. Zijn hospita Gosja baat het uit en bereidt er een eenvoudige, maar lekkere Poolse keuken.

Pater familias
Al het geregel en de stijgende stroom bezoekers maken dat het gezochte isolement voorlopig op zich laat wachten. Ik droomde mezelf een plek aan het einde van de wereld, maar momenteel heb ik hier erg veel om handen. Ik word beschouwd als de pater familias van allen die hier wonen en werken. Voor kleine en grote problemen weten ze mij snel te vinden. Bovendien lopen hier echt beroepssukkelaars rond, mensen die graag bij mij komen aankloppen als ze geld nodig hebben. Of hem dat stoort? Ja en neen. Het is leuk als mensen je in vertrouwen nemen, het schept een band. Maar het legt mijn gevoel van vrijheid en intimiteit wel aan banden. Soms denk ik op het einde van de dag: wat heb ik nu eigenlijk voor mezelf gehad?
Through this constant visits from freinds and sypathisants his is far away from the so badly wanted isolation and lonlyness.He has a very busy live, also his neighbours are coming with his big and small problems. For some of them i am a father Familias. If i aske if he likes it if people aske for his help he answerred with mixed feelings. It is fine if people are trusting me but on the other hand i have no freedom and intimicy any more. At the end of the day i sometimes think What have i got today for myself
Weg uit de stad
Toch wil Luk Vanhauwaert van geen wijken weten. Hij brengt nu al meer dan drie vierde van zijn tijd in Polen door. Vanhauwaert houdt niet van de stad. En dan bedoelt hij vooral Antwerpen, waar hij lange jaren met vrouw en kinderen een statig herenhuis betrok. Na zijn jeugd in West-Vlaanderen was Antwerpen ook de plek van waaruit hij zijn twee bedrijven Fotografik en Grafitronics (zie kader) leidde. Toen zijn vrouw zwaar ziek werd, deed hij die twee ondernemingen meteen van de hand. Na de dood van zijn echtgenote voedde hij de kinderen alleen op. Toen die volwassen waren, werd het huis hem te groot en verkocht hij het. Momenteel heeft hij nog wel een vaste stek in Antwerpen, een appartement in de buurt van de kaaien, maar daar wil hij zo weinig mogelijk tijd doorbrengen. Na een dag heb ik al heimwee, ben ik de saaiheid en de regeltjes van de stad beu en verlang ik naar mijn nieuwe thuis. Het Poolse landschap past mij als een handschoen, ik kan in Wlen mijn ondernemersdrift kwijt en ik kan me er fysiek uitleven.
Het bekrompen kerktorengevoel is Vanhauwaert altijd vreemd geweest. Van kindsbeen af heb ik me een soort ontdekkingsreiziger gevoeld. Is hij dan altijd op zoek en eigenlijk nooit echt tevreden? Ik heb een gelukkig huwelijk gehad en heb een fantastische band met mijn kinderen. Ook in zaken heb ik succes gekend. Maar wat ik als persoon altijd gemist heb, is een vorm van heroďsch leven. In de stad of in elke andere overgecultiveerde maatschappij is dat niet te vinden. De stad maakt van mij een geamputeerd mens, ik kan er niet vrij zijn. In Polen beleef ik de tijd van mijn leven, ik heb er constant een vakantiegevoel.
Out Of the city
But Luk does not want to speak much of troubles and sorrow. More than 80% of his time he is at Lenno now. Luk does not like the city. His home town Antwerp where he long years with wife and children lived in an old and big mansion. Antwerp was the city where he runed his two company's FOTOGRAFIK and GRAFITRONIKS. When his wife got sick from cancer he sold his company's and after his wife died he raised his small children alone untill they became grown up. He sold also his big house and has only a small appartment left in Antwerp. Ther he spent only little time. If i am one day away from Lenno i long to go back to Poland. Wlen is where my home is he says. The Landscape around Lenno fits me like a glove, i can live my entrepreneurial spirit out there in Full. It is a pitty that the local governement does not want to take advantage of my talents as a business mann. I can realy do some good things for the comunity of Wlen.
Narrow of mind Luk has never been. As a person he strives for a complete an heroic live. He was succesfull as father and in business, but always was missing the adventure, never in an overcultivated sociaty or in a city he found wat he was looking for, feeling always amputated man. Il Lenno I am feeling free and having the time of my live a constantly vacation and a living close to nature, enjoying the real values of live.
Snelheid en klantgerichtheid zijn essentieel
Het kapitaal waarmee selfmade man Luk Vanhauwaert in Polen zijn kasteelproject realiseert, is afkomstig van de verkoop van twee bedrijven die hij zelf uit de grond heeft gestampt: Fotografik en het grotere Grafitronics. Grafitronics stelde 25 personen tewerk en was gespecialiseerd in snijmachines die over heel de wereld verkocht werden. De Franse tak ervan bestaat nog steeds.
Volgens Vanhauwaert stoelde het succes van het bedrijf op een eenvoudig principe: snelheid en klantgerichtheid. “Mijn ingenieurs verweten me prototypes op de markt te zetten. Zij wilden de machines langer testen en pas vrijgeven als ze kant-en-klaar waren. Zo zag Vanhauwaert het niet.We waren met onze machines altijd de eerste en daar haal je als bedrijf een sterk competitief voordeel uit. Wel gaf ik een werknemer steeds de middelen om bij het minste probleem dadelijk bij de klant te zijn om het probleem op te lossen. De werknemer in kwestie kreeg op die manier een goed zicht op de lacunes en had er alle belang bij R&D bij te sturen. Na verloop van tijd kon ik mijn klanten dan een vernieuwde versie van de machine aanbieden. Door onze voorsprong konden we deze dienst zelfs gratis aanbieden. Je geeft de klant daardoor een exclusiviteitsgevoel, wat een sterke klantenbinding oplevert.
Vanhauwaert heeft met zijn zaak goed verdiend, maar heeft geld nooit als doel op zich nagestreefd. Wat je heel belangrijk vindt en bewust najaagt, zal je nooit verwerven of bereiken, zo luidt zijn theorie,want je durft geen risico's te nemen. Elke frank die ik had, gooide ik bij wijze van spreken opnieuw de markt op. Ik kreeg altijd een veelvoud terug.
The capital whom with selfmade-man L.V. realise his castleproject comes from selling his two company's he build up himself from zero. Grafitroniks and Fotografik. The first was the biggest, having 25, mostly engeniers at work and specialised in cutting techniques. Machines where exported all over the world. The French department still exists.
As Vanhauwaert says the suces of a compagny is based on a simple principle. Only the Client is important. Also creativity and speed of renovation are key-words. Beeing the first on the marked with something new, brings an important head start. My engeneers wanted to tests the machines for longer time, i Put them on the marked even when they where not completely ready. Important was that the client had imediatly help if he had some problem. This way he did not feeled having a machineproblem, but he remembered only the quick and free service. By learning from the problem by the client, the servicetechnician could guide the research and devlopment team more precisely and therefor the development and adaptations of the product was very fast.
Vanhauwaert earned good money but money was never a motivation for his work. What you badly want in live you will never achieve is his theory. People who think money is important will never have it, because they are afraid to take risks with their capital. They put it in the bank. I did the opposite, every frank i had, i throwed away in new business and it came aways plentyfull back.
Verder lezen van eerdere berichten(gelieve op bovenstaande link te klikken om het ganse artikel te lezen)
Het moet hem al ettelijke keren zijn gevraagd: waarom koopt een mens met de miljoenen uit een vorig leven een vervallen barokkasteel in een weliswaar ongerepte, maar bijzonder armtierige streek in Polen? "Het was een intuďtieve daad", geeft Luk Vanhauwaert toe. "Het had net zo goed een klooster in Kroatië of een haciënda in Guatemala kunnen zijn." Wat de ex-zakenman drijft, is niet de materiële welstand die hij zich zeker zou kunnen permitteren. Neen, in het dorpje Wlen, zo'n zeventig kilometer van de Pools-Duitse grens, zoekt de Vlaming een completer en heroďscher leven dan hij ooit in de stad zou kunnen leiden. Levert het leven in en rond het kasteel hem de nodige rust en het gezochte isolement op?
De Kasteelheren (5): Luk Vanhauwaert, ex-ondernemer, nu kasteelheer in Polen

Castle lord: Luk Vanhauwaert, ex entrepreneur, now castle-owner in Poland
In de stad voel ik mij een geamputeerd wezen
In the city i feel i am an amputated beeing
It must have been asked him several times: why buys a business man with millios from a former living a ruined barokcastle in an unspoiled and very poor region in poland. It was an intiutiveand impulsive akt, saysluk Vanhauwaert: it could have been also a cloister in croation or a hacienda in Guatemala. The drive from the former business man is not the material well beeing and the easy live, no in the small town Wlen the flemisch gentleman seeks a complete an heroiic livemore than he ever could find in the big city. Does indeed has he now the so loved rest and isolmentthat he seeked of: Whe are asking him
Je had vroeger moeten opstaan, zegt Luk Vanhauwaert als ik ergens halverwege de ochtend uit de tent tevoorschijn kom. We kamperen naast het voormalige koetsiershuis, voor ons ligt het kasteel dat al drie jaar eigendom is van de Vlaming die voor een paar dagen onze gastheer zal zijn. In de statige hoeve tegenover het hoofdgebouw laat de vijftiger momenteel een aantal appartementen met uitzicht bouwen. In afwachting van het moment dat hij daar zijn intrek kan nemen, deelt de kasteelheer met zijn Kaukasische herdershond een klein verpauperd huisje, dat in het midden van het domein is opgetrokken. Op de benedenverdieping ontbreken de ramen, het dak is aan herstelling toe. In de bovenkamers waar hij woont, is het gezellig, maar zoek er geen pluche of design. Met een sofa, een computer en wat Ikea-spulletjes die zijn dochter voor hem heeft gekocht, is hij tevreden.

You should have got out of bed earlier says Luk Vanhauwaert when i somewhere half morning comes out of my tent. Whe are camping on his ground next to the belvedere. Besides lies the castle, already three years properaty of our flemish host. Awaiting the moment it will be restaurated the castleowner lives now in an old small ruined little hause together with his caucasic dog. It stands in the middle of the dominium, the downfloor has no windows, the roof is leaking but in the upper floor it is cosy withe the furniture his daughter bought. Do not look for richdom or designe. All there is is his computer and a working desk.
Luk Vanhauwaert, die zich officieel heer van het landgoed Lenno mag noemen, is die ochtend om vier uur opgestaan om met zijn tractor het hout in de boomgaard te ruimen. De mist steeg op uit de valleien en daarboven zag je nog net de toppen van het reuzengebergte op de grens met Tsjechië. Net een Japanse prent, betoverend mooi. Zolang ik van dit natuurschoon geniet, krijgen ze mij hier niet weg.
Luk Vanhauwaert got out of bed at four in the morning to work with his little garden tractor in his orchard. The gentle fog raised out of the valley's obove you bearly saw the tops of the giant mountains at the tchech border. It looked as a japanese gravure, ravishing beauty. As long as I enjoy this fantastic beaty of nature, nobody will ever manage to throw me out of here.
Bureaucratie
Een mens met een normaal doorzettingsvermogen zou het project dat Vanhauwaert in Polen voor ogen heeft, allang hebben opgegeven. Drie jaar geleden was hij onderweg naar Krakau, toen culturele hoofdstad van Europa. Tijdens een toevallige stop in Wlen sloeg de passie toe en kocht hij het domein. Pas acht maanden geleden is hij goed op dreef geraakt met de voor hem noodzakelijke verbouwingswerken. Om zijn droom te realiseren, moest Vanhauwaert al verschillende keren de Poolse bureaucratie, wetten en gebruiken tarten en schopte hij al tegen heel wat Poolse schenen. Dat is wel een van mijn grote teleurstellingen en frustraties: ik word van alle kanten geblokkeerd, dossiers worden niet of maar schoorvoetend goedgekeurd, ik word zelfs gesaboteerd. Ik had gedacht dat mijn voorstellen en mijn plannen met open armen zouden worden onthaald, maar dat is niet zo. Nergens in Zuid-Silezië heeft een kasteel een mooiere ligging. Ik wil het domein en een aantal monumenten in de onmiddellijke omgeving in ere herstellen. Daar kan de hele streek toch mee van profiteren?
Burocraty
A normal man with normal nerves should long have abandoned the project Luk Vanhauwaert dreams of. Three years ago, on his way to Krakow, that year cultural city of europe, he stopped in Wlen by accident. He visited the husband of a polish lady who works in Antwerp. On a walk up to the old bastion he saw the ruined castle. The pasion striked him and he bought the dominium without thinking, impulsevly as love at first sight. Only 9 months later he had the papers to live at the place and another 7 months where needed to win against polish burocraty and to be able to start renovating. In the process of getting the papers he steped on some delicate toes, not knowing the local habits and sencibility's. Especialy the actual maire of Wlen, has for some reasons unknown to Luk Vanhauwaert, taken a great dislike in his person, that sometimes comes close to hate. His plans and projekst are constantly boycoted and sabotaged. Gossip story's are spread to destroy his good name and fame and Xenophobic sentiments towards his person are stimulated.
Luk say's he had thought his plans would be welcomed with open arms, but it was the contrary. Luk has nothing done wrong, he learned polisch, lives in peace with his close neighbourgs and is respected by everybody who knows him closer. He sa'’s to bring Lenno to his former glory and by doing so the city of wlen would also benifit and have profit.
Wat zijn plannen dan wel zijn? Ik wil hier graag een historische site creëren. Er valt over dit domein, zijn geschiedenis en zijn opeenvolgende eigenaren veel te vertellen. Het project omvat de moestuin in barokstijl die Vanhauwaert achter het kasteel aanlegt, een museum dat hij wil inrichten in het voormalige wagenhuis, het Duitse kerkhof waar de voorzaten van de voormalige kasteelheren begraven liggen én een oude burcht. Klein probleempje: de burcht, waarvan enkel nog de toren en wat muren overeind staan, is geen eigendom van de Vlaming. In ruil voor een 99-jarig eigendomsrecht wil ik de restauratie bekostigen. De huidige burgemeester houdt het been echter stijf” Om de plek ook in de winter aantrekkelijk te maken, wil Vanhauwaert een skilift aanleggen op zijn glooiende landerijen. Eén lap grond moet hij daarvoor nog toevoegen aan zijn 50 hectare groot
domein.

We are asking about his plans. He says he wanted to create a histyoric –cultural site. The project would consist of a reconstruction of a baroc-style garden, a museum with a yought-hostel, buying the bastion and renovate it and together with the former evangelic cementary all to bring as maney tourists to wlen and keep them in the region for a longer stay. There are now this problems and the Burgomaster will not support this ideas. The bastion ruins totaly and Lukes plan to renovate it with his own money in exchange to a loan of 99 years is rejected. To make Wlen also in winter atractive he wanted to build a skilift, but also this plan has not the support of the city. Luk bought 50 Hectares to prevent the landscape and for the skilift he needs the help of the burgomaster to buy some small woodland.
Waakhonden
De voortvarende Vlaming kan niet goed om met wat hij de onwil van de locals noemt. De Polen gedragen zich als waakhonden, vindt hij. Niemand mag aan hun bezittingen raken, maar ondertussen laten ze de boel mooi verloederen. Toch weet Vanhauwaert maar al te goed dat de Polen de mentaliteit die eigen is aan het communistische systeem, nog niet volledig hebben kunnen of willen afgooien. De gezagsdragers zijn met het nakende toetreden van Polen tot de Europese Unie bovendien bang dat rijke Europeanen straks het verworven goed tegen woekerprijzen zullen verkopen.
The dynamic flemish can not very well understand this bad will of the local governement. The are as watch-dogs, nobody may come in their fruitgarden, better will everything be destroyed. Luk Vanhauwaert knows that most of the young and modern thinking Poles are thinking different and it are only some primitive and old style thinking former communists that have this mentality but unfortunatly at this moment some of them have still decission power. Also a small number of primitive thinking Poles are thinking that all foreigners will come to buy all the land in Poland. Statistics from the ministary showing that Less than 1 of 1000 procent polisch land is in foreign hands. To compare with france, Spain and Belgium that are very marginal figures.
Maar ik ben geen speculant, benadrukt Vanhauwaert. Ik heb de vroegere burgemeester van Wlen in dat verband een paar beloftes gedaan. Om schot in zijn dossier te krijgen vroeg Vanhauwaert de burgervader om een aanbevelingsbrief. In ruil moest de Vlaming beloven de gebouwen die hij zou kopen, ook daadwerkelijk te bewonen. Daarnaast werd hij geacht lokale mensen aan het werk te zetten, iets wat hem in de streek met een werkloosheidsgraad van 60 percent behoorlijk populair heeft gemaakt. Tot slot moest hij proberen Wlen en omstreken op het thuisfront bekendheid te geven om zo voor enige toeloop en dus extra inkomsten te zorgen.
But i am not an speculant, says L.V. I promished the former burgomaster, Mr Mosciski some things. To get an good recomendation i promished that i would live in the Lenno Buildings, that I would only thake local people to work for me, because some 60 % has no job, and that i would do marketing for Wlen and bring as most as possible tourists here in order to stimulate local touristic marked.
Vanhauwaert does not brake promises and also he can not say easely "NO" so he took this engagement very seriously. Also because he learned to know the former burgomaster, mr Mosciski as a honouroubel man. One time when Luk he wanted to invite him for dinner, he refused politely and asked instead that Luk would buy for that money a small cow for an old sick and very poor lady.
Vanhauwaert breekt niet graag beloftes, kan sowieso al moeilijk neen zeggen en ging dus een engagement aan waaraan hij zich niet kan en wil onttrekken. Ook al omdat de burgemeester mijn vriend was en bovendien een zeer rechtschapen man. Toen ik hem een keer uit eten wou nemen, heeft hij beleefd geweigerd en mij gevraagd om van het geld een koe te kopen voor een arm gezin in de buurt.
Vanhauwaert has every morning some workers to instruct. He says they have a complete other workrithm and Moral. I have been stolen all my material several times, now it is behind steel doors and unbreakable glass. When diapeared the 98th showel i had enough. Now i have a system where every worker must sign his material in a book and take responsability for it when it is lost. Also many visitors are coming more and more to see his realisations. He gives the hospitality and his housekeeper gives them a tasty and very fine meal from the rich Polish kitchen.
Het gevolg is dat Vanhauwaert sinds enkele maanden elke ochtend een legertje personeel aan het werk zet, arbeiders met een totaal ander werkritme én een andere moraal. Ik heb mijn materiaal achter stalen deuren en onbreekbaar glas moeten stoppen, want het werd keer op keer gestolen. Toen schop nummer 98 ook verdwenen was, vond ik het welletjes. Ik werk nu met een systeem waarbij iedere werkman het materiaal dat hij gebruikt, moet in- en uitschrijven. Ook voelde hij zich min of meer verplicht een pension in te richten om de bezoekers, die de weg naar het domein beginnen te vinden, een bed, een bad en eten te geven. Een voormalig kindersanatorium aan de rand van zijn domein dat qua stijl overigens helemaal niet aansluit bij het geheel werd heringericht. Zijn hospita Gosja baat het uit en bereidt er een eenvoudige, maar lekkere Poolse keuken.

Pater familias
Al het geregel en de stijgende stroom bezoekers maken dat het gezochte isolement voorlopig op zich laat wachten. Ik droomde mezelf een plek aan het einde van de wereld, maar momenteel heb ik hier erg veel om handen. Ik word beschouwd als de pater familias van allen die hier wonen en werken. Voor kleine en grote problemen weten ze mij snel te vinden. Bovendien lopen hier echt beroepssukkelaars rond, mensen die graag bij mij komen aankloppen als ze geld nodig hebben. Of hem dat stoort? Ja en neen. Het is leuk als mensen je in vertrouwen nemen, het schept een band. Maar het legt mijn gevoel van vrijheid en intimiteit wel aan banden. Soms denk ik op het einde van de dag: wat heb ik nu eigenlijk voor mezelf gehad?
Through this constant visits from freinds and sypathisants his is far away from the so badly wanted isolation and lonlyness.He has a very busy live, also his neighbours are coming with his big and small problems. For some of them i am a father Familias. If i aske if he likes it if people aske for his help he answerred with mixed feelings. It is fine if people are trusting me but on the other hand i have no freedom and intimicy any more. At the end of the day i sometimes think What have i got today for myself
Weg uit de stad
Toch wil Luk Vanhauwaert van geen wijken weten. Hij brengt nu al meer dan drie vierde van zijn tijd in Polen door. Vanhauwaert houdt niet van de stad. En dan bedoelt hij vooral Antwerpen, waar hij lange jaren met vrouw en kinderen een statig herenhuis betrok. Na zijn jeugd in West-Vlaanderen was Antwerpen ook de plek van waaruit hij zijn twee bedrijven Fotografik en Grafitronics (zie kader) leidde. Toen zijn vrouw zwaar ziek werd, deed hij die twee ondernemingen meteen van de hand. Na de dood van zijn echtgenote voedde hij de kinderen alleen op. Toen die volwassen waren, werd het huis hem te groot en verkocht hij het. Momenteel heeft hij nog wel een vaste stek in Antwerpen, een appartement in de buurt van de kaaien, maar daar wil hij zo weinig mogelijk tijd doorbrengen. Na een dag heb ik al heimwee, ben ik de saaiheid en de regeltjes van de stad beu en verlang ik naar mijn nieuwe thuis. Het Poolse landschap past mij als een handschoen, ik kan in Wlen mijn ondernemersdrift kwijt en ik kan me er fysiek uitleven.
Het bekrompen kerktorengevoel is Vanhauwaert altijd vreemd geweest. Van kindsbeen af heb ik me een soort ontdekkingsreiziger gevoeld. Is hij dan altijd op zoek en eigenlijk nooit echt tevreden? Ik heb een gelukkig huwelijk gehad en heb een fantastische band met mijn kinderen. Ook in zaken heb ik succes gekend. Maar wat ik als persoon altijd gemist heb, is een vorm van heroďsch leven. In de stad of in elke andere overgecultiveerde maatschappij is dat niet te vinden. De stad maakt van mij een geamputeerd mens, ik kan er niet vrij zijn. In Polen beleef ik de tijd van mijn leven, ik heb er constant een vakantiegevoel.
Out Of the city
But Luk does not want to speak much of troubles and sorrow. More than 80% of his time he is at Lenno now. Luk does not like the city. His home town Antwerp where he long years with wife and children lived in an old and big mansion. Antwerp was the city where he runed his two company's FOTOGRAFIK and GRAFITRONIKS. When his wife got sick from cancer he sold his company's and after his wife died he raised his small children alone untill they became grown up. He sold also his big house and has only a small appartment left in Antwerp. Ther he spent only little time. If i am one day away from Lenno i long to go back to Poland. Wlen is where my home is he says. The Landscape around Lenno fits me like a glove, i can live my entrepreneurial spirit out there in Full. It is a pitty that the local governement does not want to take advantage of my talents as a business mann. I can realy do some good things for the comunity of Wlen.
Narrow of mind Luk has never been. As a person he strives for a complete an heroic live. He was succesfull as father and in business, but always was missing the adventure, never in an overcultivated sociaty or in a city he found wat he was looking for, feeling always amputated man. Il Lenno I am feeling free and having the time of my live a constantly vacation and a living close to nature, enjoying the real values of live.
Snelheid en klantgerichtheid zijn essentieel
Het kapitaal waarmee selfmade man Luk Vanhauwaert in Polen zijn kasteelproject realiseert, is afkomstig van de verkoop van twee bedrijven die hij zelf uit de grond heeft gestampt: Fotografik en het grotere Grafitronics. Grafitronics stelde 25 personen tewerk en was gespecialiseerd in snijmachines die over heel de wereld verkocht werden. De Franse tak ervan bestaat nog steeds.
Volgens Vanhauwaert stoelde het succes van het bedrijf op een eenvoudig principe: snelheid en klantgerichtheid. “Mijn ingenieurs verweten me prototypes op de markt te zetten. Zij wilden de machines langer testen en pas vrijgeven als ze kant-en-klaar waren. Zo zag Vanhauwaert het niet.We waren met onze machines altijd de eerste en daar haal je als bedrijf een sterk competitief voordeel uit. Wel gaf ik een werknemer steeds de middelen om bij het minste probleem dadelijk bij de klant te zijn om het probleem op te lossen. De werknemer in kwestie kreeg op die manier een goed zicht op de lacunes en had er alle belang bij R&D bij te sturen. Na verloop van tijd kon ik mijn klanten dan een vernieuwde versie van de machine aanbieden. Door onze voorsprong konden we deze dienst zelfs gratis aanbieden. Je geeft de klant daardoor een exclusiviteitsgevoel, wat een sterke klantenbinding oplevert.
Vanhauwaert heeft met zijn zaak goed verdiend, maar heeft geld nooit als doel op zich nagestreefd. Wat je heel belangrijk vindt en bewust najaagt, zal je nooit verwerven of bereiken, zo luidt zijn theorie,want je durft geen risico's te nemen. Elke frank die ik had, gooide ik bij wijze van spreken opnieuw de markt op. Ik kreeg altijd een veelvoud terug.
The capital whom with selfmade-man L.V. realise his castleproject comes from selling his two company's he build up himself from zero. Grafitroniks and Fotografik. The first was the biggest, having 25, mostly engeniers at work and specialised in cutting techniques. Machines where exported all over the world. The French department still exists.
As Vanhauwaert says the suces of a compagny is based on a simple principle. Only the Client is important. Also creativity and speed of renovation are key-words. Beeing the first on the marked with something new, brings an important head start. My engeneers wanted to tests the machines for longer time, i Put them on the marked even when they where not completely ready. Important was that the client had imediatly help if he had some problem. This way he did not feeled having a machineproblem, but he remembered only the quick and free service. By learning from the problem by the client, the servicetechnician could guide the research and devlopment team more precisely and therefor the development and adaptations of the product was very fast.
Vanhauwaert earned good money but money was never a motivation for his work. What you badly want in live you will never achieve is his theory. People who think money is important will never have it, because they are afraid to take risks with their capital. They put it in the bank. I did the opposite, every frank i had, i throwed away in new business and it came aways plentyfull back.